Witaj na stronie Polsce Wierni.

Jesteś u Dory Herkejos

Strzeżcie się agentur czyli rozkminka o pewnej znajomości

Ostatnio przeczytałam, że po 2022r aktywność ukraińskich służb w Polsce mocno wzrosła i że obecnie są one najbardziej aktywnym obcym wywiadem na naszym terytorium -bardziej niż rosyjski czy białoruski. Przeczytałam też, że służby te trzykrotnie zwiększyły liczebność swojego personelu w Polsce, że prowadzą werbunek wśród Ukraińców zatrudnionych w polskich urzędach
i firmach, że posługują się fałszywymi polskimi dokumentami /działanie pod „fałszywą polską flagą”/ i że nawiązują współpracę z Polakami jeżdżącymi na Ukrainę z misjami humanitarnymi.
Koordynator służb specjalnych „nie potwierdza ani nie zaprzecza”.
Ciekawe, czy wszystko to, co dotyczy ukraińskich służb, jest prawdą.
Jestem skłonna wierzyć, że to prawda.
Sami Ukraińcy dostarczają mi codziennie powodów do wiary w ich wrogą politykę i mordercze plany względem Polski. I nie czerpię swojej wiedzy tylko z doniesień medialnych.
Ale w tym wszystkim ostatnio szczegól
nie zastanawiają mnie te polskie „misje humanitarne” dla ich         (nie moich) ukraińskich braci.
(Nie dla polskich dzieci w Kazachstanie czy na Litwie lub na Białorusi ale właśnie dla ukraińskich.
Patrzę na twarze tych ukraińskich dzieci i widzę martwe twarze polskich dzieci ‘na zimno’ „rozszarpanych” przed dziadków tych ukraińskich dzieci wspieranych czule przez humanitarnych Polaków.
Polaków?
Czy jestem uprzedzona?
Tak, jestem.
Bo jestem Polką, która odrobiła „lekcję historii Polski”.)
I tak jeżdżą te misje regularnie pod front i jeżdżą, i zastanawia, co tak naprawdę wożą w obie strony, gdy 4/5 ich kraju nie jest objęte działaniami wojennymi, gdy funkcjonują firmy, działają sklepy, dyskoteki, parlament i Ukraińcy swobodnie podróżują „w tę i z powrotem” do Polski i wielu krajów świata.  
Ostatnio czytałam o potężnym międzynarodowym handlu ukraińskimi artefaktami prawosławnymi. Nawet ukraińscy księża biorą w tym udział. Ciekawe, czy wychodzili z założenia (a miało to często miejsce na początku tej dziwnej wojny), że i tak cerkiew zostanie zniszczona, to co się ma cenna „perełka” zmarnować -lepiej mieć z tego „grosz”.
Jakiś czas temu widziałam takie przedmioty na targu staroci w Skierniewicach. Mam słabość               do staroci, więc przystanęłam, podotykałam, aby chociaż na moment przenieść się w przeszłość, spytałam o cenę. 30.000zł -rzekł sprzedawca. Rodzinne zbiory, powiedział. Może tak, może nie. Ta ikona pachniała starością, była starością.
Były też prawosławne krzyże. Piękne, duże, pokryte czasem. I pokaźnych rozmiarów przepiękne kapliczki podróżne były... 
Pamiętam stare wyposażenie kościołów, kaplic i cmentarzy. Rzeczy, przed którymi normalny człowiek przystaje z szacunkiem ale dla niektórych te szabrowane dewocjonalia mają cenę i są towarem na handel. A kupcy często nie pytają o dokumenty pochodzenia, po prostu chcą „to” mieć na ścianie w salonie.
Ostatnio czytałam też o ciekawym handlu lekami. Nazywa się to odwrócony łańcuch dystrybucji lekami. Podobno nawet afera z tego jakaś była. I podobno jest z tego niezły zarobek
dla „zaradnych”. Ciekawe, ile leków z takiego obrotu pojechało na Ukrainę…
O przemycie broni i ludzi wypowiadać się nie będę, chociaż to jest zapewne dopiero ciekawy temat.
Szczególnie, gdy ma się w dobrych miejscach „mety”.

Ostatnio… opowiedziałam komuś historię pewnej znajomości.
Wysłuchał, zadumał się, po czym powiedział: „chcesz to ruszać? to wygląda... nieciekawie”.
Chyba już za późno.
Jeszcze nie czas na wybaczenie, jeszcze nie.
Inny Znajomy przyjął informacje.
Zapytał: „masz dowody?”
„-Nie mam. Mówię Ci, co wiem. A -między innymi- wiem, u kogo będą chcieli załatwić sobie „parasol”, aby doić pieniądze od prawicy. Poza tym chyba lepiej sprawdzić to teraz, zanim wyjdzie jakiś syf. A gdy wyjdzie, przeciwnik chętnie przypisze to temu, kto dawał patronat.”

„Polskę, być może, czekają i ciężkie przeżycia. Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych,
co służą obcym.”
Czy dl
a Polaka obca agentura zawsze ma narodowość? Jest niemiecka, rosyjska, ukraińska, żydowska?
A może czasami jest po prostu antypolska, bo nieważne, kto płaci, byle płacił.
Byle dobrze płacił.
I takiej agenturze wydaje się, że skoro ona jest na sprzedaż, to każdy jest na sprzedaż.
No tylko, że właśnie, nie każdy.
Ale o tym niektórzy nie wiedzą. Nie wiedzą, na przykład, tvn-owskie „dzieci” Waltera TW „Mewy”, które opętane obsesją pieniędzy zniszczą wszystko dookoła siebie. A przede wszystkim zniszczą siebie.
Gdy przyglądam się im, na myśl przychodzą mi tysiące kleszczy przyssanych do wycieńczonego bezpańskiego psa na tajlandzkiej ulicy. Tysiące pasożytów żerujących na zataczającej się z wycieńczenia chorej Polsce. Tu coś zakombinują, tam zrobią ze znajomym „fakturki na słupa”, tu zakupy na dom wrzucą w koszty firmy, tam wezmą kesz z dotacji na biednych Ukraińców czy Afgańczyków, bo przecież z takim oddaniem działają, że sowita pensja się należy. Poza tym, będą wspierać wszystkich tylko nie swoją Ojczyznę.

Osoba, którą przyszło mi bliżej poznać przedstawiała się jako prawak, jako katolik, jako człowiek szanujący bliskie relacje. Zastosowała wobec mnie „metodę na szczerość i dobroć” oraz „nic nie jest biało-czarne”.
Podawała się za prawaka-patriotę, ale nie wolno było o tym mówić ludziom powiązanym z nią biznesowo. Deklarowała się jako prawak-patriota, lecz jej wieloletni zwierzchnik -M.Walter TW „Mewa”, to „bardzo dobry człowiek”, „troskliwy mąż i zwierzchnik”. Podawała się za patriotę, ale „stanęła na rzęsach”, aby syna „wymiksować” z wojska, gdyby trzeba było walczyć o Polskę. I nawet podawała się za wyborcę mojego Prezydenta, ale ze smutną miną „wiedzącego” opowiadała ściek tworzony o Nim przez „silnych razem”.
Podawała, że jest katolikiem lecz obsesja pieniędzy raczej wskazywała na klęczenie przed Baalem.
Podawała się też za osobę ceniącą przyjaźń a plotkami zniszczyła wieloletnie relacje. 
W pewnym momencie zaproponowała mi pracę w fundacji, w której sama była zatrudniona.
Wpieniądze miały mnie oślepić i zachwycić a mnie włączył się „szczególarz”: zaczęłam czytać o organizacji, ludziach z nią związanych i jej działalności. Im więcej wiedziałam, tym mniejszą miałam ochotę brać w tym udział.
Kiedy miało dojść do ostatecznej decyzji zadałam pytania a „dziecię Mewy” doszło do wniosku, że czas przekonać mnie szczerością i dobrocią skoro pieniądze nie zadziałały.
„-Czy ściągani przez was ludzie przyjechali z legalnymi papierami?”
„-Gdy ratuje się komuś życie, nikt nie patrzy na dokumenty.”
„-Jak ona zna
lazła się w Polsce?”
„-Był problem z legalnym wyjazdem z jej kraju, trzeba było... Gdyby tam została…”
„-Co się stało z muzułmanami, którzy byli w Warszawie w ….?”
„-Nie ma ich w tym miejscu, bo tam były ciągłe burdy, przyjeżdżała policja…”
„-Czy macie jak
ąś wiedzę, co z nimi teraz? Gdzie są?
-cisza
-”Nie chcę brać w tym udziału a wami powinno zająć się ABW.”
Nie wiem, czy ta szczerość wobec mnie była szczera czy była ściemą, mającą mnie „dobrocią” zachęcić do wejścia w antypolski „szlam” ale wiem, że po tej rozmowie spokojnie i z sympatią spojrzeć na siebie w lustrze.
Bo przyszło mi zadać sobie kilka ważnych pytań i udało mi się na nie odpowiedzieć tak, że śpię spokojnie.
A inni?
Pytam tych, którym Polska jest bliska, którzy chcą być niezłomni.
Którzy nie c
hcą być kleszczami.
Myśląc nad odpowiedziami, pomyślcie też, ile kosztuje przyzwoitość. Czy pieniądze są w stanie wyleczyć „przetrącony” „kręgosłup moralny”? Czy mając wiedzę i pracując dla takich organizacji można bez wstydu patrzeć sobie w twarz?

Czy Po
lak powinien pracować dla „elYtarnej” organizacji wspierających mniejszości narodowe, którym to mniejszościom bliższa obca a nie polska nacja?
Czy Polak powinien pracować dla „elYtarnej”organizacji, której założyciel kłamie o historii Polski, bo bliższa jej wschodnia mniejszość niż Lachy?
Czy Polak powinien pracować dla „elYtarnej” organizacji, która zajmuje się ściąganiem ‘obcych’ nie myśląc o ich dokumentach, bo „gdy ratuje się komuś życie, to nie patrzy się na papiery”?
Czy Polak powinien pracować dla „elYtarnej” organizacji, która swoje istnienie zawdzięcza polskim bohaterskim katolikom lecz właściciele z dumą manifestują inne wyznanie?
Czy Polak powinien pracować dla „elYtarnej” organizacji, która ściąga obcego biorąc udział w fałszowaniu mu dokumentów?
Czy Polak powinien pracować dla „elYtarnej” organizacji, która nie widzi polskich dzieci na obczyźnie lecz obcym dzieciom „nieba by uchyliła”?
Czy Polak powinien pracować dla „elYtarnej” organizacji, która najpierw w Polsce daje dom ‘obcym’ ‘spod znaku księżyca’ a potem z powodu notorycznych burd dom zamyka a obcy rozłażą się po Polsce?
Czy Polak powinien pracować dla „elYtarnej” organizacji, która gardzi prawicową Głową Państwa ale zabiega o odznaczenia od Niej a wspólnymi fotkami chce otwierać portfele także przeciwnikom politycznym?
Czy Polak powinien pracować dla „elYtarnej” organizacji, która zmienia formułę działalności (stara, na „biedne ofiary wojny na Ukrainie”, już nie „żre” a pyszne sushi nie jest tanie) na taką, która otworzy drzwi Pałacu Prezydenckiego, aby Fundacja Pierwszej Damy objęła patronatem i tym samym otworzyła portfele prawicy?

Ja odpowiedzi znam. Wiem, że czasem nie chodzi o pieniądze i nie chodzi o „obracanie się w elYtarnym towarzystwie”, że konformizm to syfilityczna dziwka, od której należy trzymać się z dala, że w życiu sens ma wyłącznie chodzenie prosto – pełzanie jest cechą robactwa.

.
Szkoda, że żyję w świecie Tuska, bo w normalnych warunkach człowiek mógłby pójść na Rakowiecką, poprosił o sprawdzenie i wiedziałby, że ktoś się tym zajmie. A teraz? Teraz ‘służbami’ kierują ludzie, którzy piją wódę z wrogiem i szybciej ciebie odstrzelą niż agenturę.